Dokarmianie przez klikanie

niedziela, marca 07, 2010

Tak :)

Zła Kobieta (zagaja uprzejmie): - Wiesz, a tak w ogóle to cztery miesiące temu, gdy wypowiedziałam wówczas tę opinię, to się publicznie ze mną nie zgodziłeś.

Mężczyzna z Kotem (jeszcze pełen nadziei, że to nie do niego): - Taaak?

ZK (stanowczo): - Tak.
MzK (z rezygnacją i skruchą): Taaa...
ZK (znów zaczepnie): - A wiesz, że tydzień temu, gdy spojrzałam na tamto-tamto, to się tak złośliwie zdziwiłeś?
MzK (oburzony i niewinny): Tak?!
ZK (niewzruszona): A tak...
ZK (zimno): A wczoraj... No wczoraj to już zupełnie przegiąłeś...
MzK (zadziwiony i oburzony własnym przegięciem): Tak???
ZK: No. Bo powiedziałeś, że - gdy się dwa dni temu kłóciliśmy, to ja miałam tylko 90 procent racji...
MzK: Taaak???!!!
ZK (z lekką nadzieja w głosie): Sugerujesz, że to nie byłeś ty?! Czy że się myliłeś?
MzK: Tak, tak. Tak. Tak.
ZK (łamiącym się głosem): Nigdy, nigdy, przenigdy mnie nie rozumiałeś...
MzK (radośnie): Tak!

Rozmowy ze zdrowym rozsądkiem

Qilia:

- Nie, no... To już korozja zupełna... Tu zmarszczki poziome, tu pionowe, tu skośne... To koniec już, tu nawet botoks nic nie da, a poza tym mnie nie stać...

Rozsądek:
- Ale...

Q: - Zamknij się, co ty, q... wiesz o starości, ponadczasowa łajzo. A tu? Widzisz?
R: - Ale...
Q: - ...o, albo tu... no, świetnie... tylko się powiesić albo zabalsamować...
R: - Zabalsamować to przed...
Q: - Zamknij się, ty, ty, ty...
R: - Już się zamykam, tylko jeszcze jedno małe zdanie, OK?
Q: - Dawaj, czego?!
R: - Lusterko... To lusterko...
Q: - Sam jesteś cholerne lusterko i się zamknij!
R: - Ono... Ono, to lusterko, jest bardzo mocno powiększające...
Q: - To nie mogłeś mi tego, łajzo parszywa, powiedzieć wcześniej?! Bym się przez ciebie zabalsamowała albo powiesiła...

To jest - proszę państwa, krótka fabularna definicja pewnego syndromu o trzyliterowym skrócie... ;)

sobota, marca 06, 2010

Będziecie się śmiali... ale nie do końca...

Otóż oglądam przygody Kevina w NYC. Ja wiem, że wy to znacie lepiej, niż ja "Psy". Ale ja nie. W końcu to wy macie TV, a nie ja. Ja to widzę drugi raz w życiu :) A pierwszy był tak dawno, że zapomniałam - w końcu to nie "Tron we krwi", żeby zapamiętywać...


I tam jest - na początku - taka fajna scena, która mi coś uświadomiła. Kevin na lotnisku w NYC mówi najpierw głosem (i z oczami) pełnym/i dezorientacji:
- Moja rodzina jest na Florydzie, a ja w Nowym Jorku...
Po czym oczy rozbłyskują mu niespodziewaną radością, gdy ta informacja do niego naprawdę dociera:
- Moja rodzina jest... na Florydzie, a ja... w Nowym Jorku!

Zawsze byłam Kevinem z tej drugiej wypowiedzi. Zawsze sama wolałam być, dalej niż bliscy.
A teraz bym się nie ucieszyła... Bo fajne rzeczy fajniej robi się z... no z najbliższą, hmm... rodziną.

O czym to świadczy?

No jak to o czym? Starzeje się najwidoczniej, bo o czym by innym, nie? ;)

Gra niekomputerowa

Niezła, logiczna, z elementami randomizacji... "Kocur.Franz 5.2.0.0.1"


Codziennie gram sobie w nią. Trzeba robić pułapki; niektóre rzeczy usuwać z planszy, inne przemyślnie rozstawiać, jeszcze innym zmieniać przeznaczenie. Ta gra ma też w sobie coś z FV - o określonych porach pewne rzeczy trzeba wykonać, bo jeśli nie...
Wymagania sprzętowe stosunkowo niewielkie.
Ale fakt, gdy się nie zrobi poziomu, to się nieźle można wkurzyć.

Bardzo rozwijająca jest. Niedługo dzięki niej będę miała wyższe IQ, niż wzrost.

Problemy są tylko dwa:
1. Im wyższy poziom gracza, tym wyższy poziom przeciwnika.
2. Stopień randomizacji też wzrasta.

Chcecie też zagrać?
Sorry, ale tej gry nie da się skopiować, musicie gdzieś znaleźć wersję "Kocur. Mruczek 3.2. 0.0.2" lub inne warianty, zrobili ich całkiem sporo, niektóre podobno łatwiutkie ;)

środa, marca 03, 2010

Korzyści uboczne

Tego nie przewidzieliśmy, ale widzimy już wyraźnie, że półtorej doby bez naszego nadzoru znacząco zmieniło wzajemne stosunki futerek.


Zdecydowanie bardziej się zaprzyjaźniły. Objawia się to dosyć dziwnie co prawda... Otóż do tej pory (z rzadkimi wyjątkami) raczej unikały konfrontacji, robiły mniej niż więcej, nie patrzyły sobie w oczy, schodziły sobie z drogi etc. - tego typu zachowania.
Teraz jest inaczej, ganiają się, miauczą, warczą - z pozoru wygląda, że to gorzej, ale wg mnie - nie. Chyba lepiej, bo teraz te układy wydają mi się zdrowsze.

Ich dotychczasowa zachowawczość prawdopodobnie wynikała z naszej zbyt częstej ingerencji i rywalizacji o naszą uwagę. Zostawione same sobie, musiały szybko wypracować nowe zachowania i chyba im się to całkiem nieźle udało :) Nam się podoba.

We are back!

To poprawnie chociaż? Język angielski trudna ;) Ale i tak wiecie, o co chodzi.


Łomatko, jak ja zawsze odchorowuję ten Kraków. Mam uczulenie na miasto. Normalni ludzie mają na pyłki, na koty, nie wiem na co jeszcze - na motyle brazylijskie na przykład. No, ale przecież ja to muszę mieć na coś naprawdę spektakularnego, eh...

qw (Fraaanz! Złaź z klawiatury i się nie wyrażaj! A poza tym zdanie zaczynamy od wielkiej litery.) - tę jednoznacznie dla mnie brzmiącą dwuliterówkę napisał F.

A kontynuując - wróciliśmy, to najważniejsze. Ja jestem oficjalnie bezdomna wreszcie, mama ma wolne mieszkanie, które może wymienić na inne. Nawet w Kraku poszliśmy do Stilla na piwo. Najzabawniej było w pociągu powrotnym, bo państwo M. kupili sobie flaszkę swojej ulubionej wódy (nemiroff chilli), flaszkę wody i walili z gwinta, przepalając spike'ami. Oczywiście wiadomo, iż obie te rzeczy są w pociągach zabronione. Ale ponieważ państwo M. nie wyglądają na osoby, którym można, ot tak sobie, zwrócić uwagę i to przeżyć, więc obsługa i współpasażerowie, gdy tylko spoczął na nich nasz ciężki wzrok - odwracali się do okna i udawali, że wcale ich nie ma :)

A tak naprawdę, to byliśmy grzeczni, sympatyczni i roześmiani, więc chyba nikomu nasze picie aż tak bardzo nie przeszkadzało :)

Zwierzaki nie zdemolowały mieszkania zbytnio, tak więc czekają nas góra dwa dni sprzątania. Jest dobrze.

niedziela, lutego 28, 2010

No - i świat może się tak bardzo zmienić...

...w trakcie sekundy, gdy ktoś powie zdanie: jadę z tobą.


I cała trauma i uczulenie na Kraków odeszło w tej właśnie sekundzie. Nagle okazała się to być całkiem pociągająca wycieczka, a nie katorga.
Oj, Kamil... Jak ja Cię kocham za to, że zawsze wiesz, co jest ważne. Oświadcz mi się znów. Powiem "tak", bo za Ciebie to wyszłabym jeszcze milion razy, gdybyś tylko chciał i gdyby to jednak ciut nie zahaczało o poligamię, kochany ;)

Nowa filmówka w Gdyni

Ogromnie spodobała mi się argumentacja szefa dopiero co powstającej w Gdyni szkoły filmowej.


Argumentacja dotyczyła samego powodu stworzenia tejże szkoły, a brzmiała mniej więcej tak:

- Bo jak studenci zaczną robić etiudy na plaży albo na Open'erze, zamiast w plenerach Katowic czy Łodzi Fabrycznej, to może polskie kino wreszcie stanie się nieco bardziej optymistyczne.

Nie wiem, jak was, ale mnie to przekonuje :)

Urodzinowo dla mojego Męża...

...spełnienia wszystkich, nawet tych najskrytszych pragnień. Pod warunkiem, że gram w nich główną rolę :)

Ale ze mnie małpa jednak ;)

No.

Gadatliwa dziś jestem. No, cóż... Bywa. Przeżyjecie to jakoś, jesteście przecież twardzi, skoro wytrzymujecie ze mną tyle.


Tak mi się właśnie pomyślało, że na świecie najbardziej lubię to, że poznajemy jakiś fajnych ludzi, a potem oni sprowadzają do nas innych fajnych ludzi, bo ich znają (a my jeszcze nie, ale to trwa sekundy i już znamy), tamci z kolei przyprowadzają jeszcze innych fajnych... i tak dalej się to kręci :)

Gdyby nie ten mechanizm, to nie poznałabym mojego męża, choć o wzajemnym istnieniu wiedzieliśmy od wielu miesięcy.

Przyjdźcie do przyjaciół z przyjaciółmi, których dotąd nie znali. Poważnie :)

Już się cieszę :)

Na czwartego marca.


No, bo będzie pięknie: Keira, Nemiroff z chilli, Chim, Marcin, Kamil, Franz, Pimpi, "Psy", ja. Jeśli ktoś mnie dobrze zna, to wie, że dla mnie to oznacza imprezę marzeń :)

Przeżyję więc jakoś ten Kraków, bo mam nareszcie sensowny powód: dożyć do czwartego ;)

sobota, lutego 27, 2010

Niezamierzone przyjemności

Z wczoraj:


- Wiesz, ty nawet jesteś całkiem fajna, gdy nie jesteś złośliwa.
- O, dzięki. Czyli nigdy?
- ...

Rozmowa odbyła się pomiędzy mną (czyli Byłą Mojego Eks) a V. (czyli Obecną Mojego Eks). Dziwny jest ten XXI wiek, ale mnie się bardzo podoba :)
Tam u góry nie pisałam, kto co powiedział. I tak wiecie... Ta zła - to ja :)


P.S.
Dla niedoinformowanych - i ja więcej tego nie powtórzę, więc bardzo uprzejmie proszę o uwagę:

V. jest osobą, która lubię i szanuję, jasne? Tak więc - jeśli żartuję z naszych układów, to dlatego, że możemy sobie wszyscy, we czwórkę, na takie żarty pozwolić, jasne? Natomiast osoby chcące w jakikolwiek sposób uwłaczyć V. nie będą przeze mnie dobrze potraktowane, jasne? Będą bezwzględnie potraktowane bardzo źle, jasne?. No, to tyle w temacie. Lepiej, żeby dotarło,bo ja naprawdę rzadko bywam miła, a w tej sprawie to nie będę miła nawet przypadkowo, jasne?
Tak, jakiemuś kretynowi udało się mnie wkurzyć, bardzo nawet. Ci, którzy mnie znają, to już wiedzą jak bardzo, skoro to napisałam.

Ze wspomnień recydywistki...

...czyli rady ciotki Qilii dla przyszłych mężatek i mężów.


Bogata w wieloletnie doświadczenia z facetami mojego życia, postanowiłam coś napisać na tematy męsko-damsko-małżeńskie. Jeśli ktoś nie lubi dostawać rad, to niech po prostu nie czyta dalej.

Jeśli lubisz lub jesteś tylko ciekawa/y, to powiem ci parę rzeczy, których nauczyłam się w ciągu mojego, blisko półwiecznego, życia (i to jest - o dziwo - wszystko na poważnie):

1. Jeśli jesteś z kimś dłużej niż pół roku w związku nieformalnym, to już tego nie zmieniaj - trwaj w nim i nie próbuj formalizowania, to nie wypali (ostatnio zresztą potwierdzili to naukowcy; tak, amerykańscy - dobrze się domyślasz ;)
2. Kobieta musi (OK, to ważne i powinno być napisane MUSI) szanować swojego mężczyznę, a mężczyzna musi (tu już bez wielkich liter) szanować swoją kobietę. Jeśli się nie szanują i nie podziwiają wzajemnie - padnie im związek wcześniej lub później.
3. W domu, w rodzinie - musi rządzić facet. Tak jest dobrze i tylko to ma sens, a związek ma wówczas głowę i nogi na swoich miejscach. Jeśli w domu próbuje lub - co gorsze - nie próbuje, a rządzi, kobieta - też związek padnie i to z hukiem. I niech mi tu feministki nic nie mówią o równości - równość to sobie może być w związkach... hmm... nazwijmy je jednopłciowymi. O tych się nie wypowiadam, bo nie próbowałam, więc się nie znam.
4. Ważne: podziwiać i doceniać. O tym już było w 2., ale tam bardziej o szacunku. A podziwiać tę drugą osobę można w zasadzie za wszystko... Nawet za to, że tym razem (od tygodnia proszona) wreszcie kupiła zapałki. I mimo, iż przejaskrawiam dla jaj, to jest to bardzo ważny element; sądzę, że wręcz najważniejszy. Ludzie chętnie i łatwo wynajdują powody do krytyki innych, a tak trudno i mało chętnie powody do podziwiania tychże innych... A gdyby tak spróbować odwrócić te proporcje?
5. Jeśli powyższych elementów nie ma w twoim związku, to spróbuj to naprawić. Jeśli się nie da lub czujesz, że nie masz ochoty naprawiać - odejdź. Dziś. Nie męcz siebie i człowieka - kiedyś kochanego... Nie nabijaj bez sensu licznika czasu. Odejdź, choć - obiecuję - będzie bolało.
6. Ucz się na swoich błędach i pamiętaj: tak jak do tanga trzeba dwojga, tak do spieprzenia związku też. Nie łudź się, że to tylko twój partner był winien. Nie. Wina zazwyczaj rozkłada się 50:50 (pomijając jednostronne patologie, ale nie o nich tu mowa).
7. W Biblii jest parę mądrych rzeczy, a najmądrzejsze z nich są te dwie: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe oraz kochaj bliźniego jak siebie samego. Wszyscy je oczywiście znamy. Problem w tym, że najrzadziej pamiętamy o nich w relacjach z najbliższymi...

No, i to by było w zasadzie na tyle. Zbyt wiele lat zajęło mi zrozumienie tego. Cóż, ale dobrze, że chociaż późno, a nie wcale. Może dzięki temu, że dotarłaś/eś aż do tego miejsca, tobie zajmie to mniej czasu. Może.
Chciałabym. Bo przecież świat jest tym piękniejszy, im więcej szczęśliwych go zaludnia :)

piątek, lutego 26, 2010

Bo, proszę Państwa...

...gdy się prowadzi firmę, to należy najpierw mieć wizję. Dotarło, czy mam powtórzyć?



Milion lat ;)

No, to się już nastawcie na składanie życzeń - otóż K. (inaczej zwany Mężem nad Mężami) w niedzielę kończy... Aha, chcielibyście wiedzieć. Nic z tego. Kto jest na FB lub zapraszany do nas - ten wie, reszta się może tylko podomyślać ;)


W każdym razie urodziny w niedzielę będzie miaaauuu ;)
I się upijemy jak stado norek. Ale w sobotę, bo w niedzielę to MnM pracuje, w poniedziałek z kolei ja do tego najgorszego miasta pod słońcem jadę (niestety, mam już bilet, więc się nie wykręcę, a szkoda - byłam gotowa nawet taktycznie zachorować na suchoty, byle tylko nie jechać ;).

Kolejny nius, tym razem z innej zupełnie beczki - pamiętacie może: Franz się kiedyś darł jak opętany, a my razem z nim - pisałam o tym. No i tak dwa dni temu też się rozdarł (bo właśnie minutę wcześniej opróżnił miskę z jedzeniem, dlatego zagrażał mu głód i musiał to jakoś zasygnalizować ;) i wtedy sobie uświadomiliśmy, że tak naprawdę to on już tego darcia nie uprawia od kilku tygodni, tylko myśmy tego nie zauważyli - znaczy momentu, w którym przestał.
Kiedyś wył jak syrena, a w tym wyciu można było usłyszeć: wypuście mnie z tego domu wariatów, nie chcę tu być etc.
Przestał. Ergo - albo uznał że i tak się nie wydostanie i szkoda pyszczka, albo... mu dobrze i już nie chce iść w świat :)

wtorek, lutego 23, 2010

Jak ja tego nie lubię...

Za niespełna tydzień czeka mnie podróż do Krakowa i to w celach ściśle określonych - moich ulubionych: załatwiactwo urzędowe. No, wręcz nie mogę się doczekać... Grr.

Już dziś myślę o tym, jak szczęśliwa będę, widząc na horyzoncie Warszawę. Tak, to będzie jedyna przyjemność z tego wyjazdu - radość, że wreszcie wracam :)

niedziela, lutego 21, 2010

Cyborg w prążki ;)

Psy to łakomczuchy. Jasne, każdy to wie. Moje niegdysiejsze koty natomiast wręcz należało prosić, aby może coś zjadły; że nalegam, że może jednak choć troszkę...


W tej kategorii Franz (jak w wielu innych kategoriach) okazuje się być odmieńcem. Odwiedza swoją miskę tak średnio ze trzydzieści razy na dobę, psią - dodatkowo ze dwadzieścia. I tu i tam je.
Na swoim biurku (bo on ma swoje biurko), gdy w misce jakimś dziwnym trafem nic nie ma (zjadł wszystko i nie zdążyliśmy nałożyć nowej porcji), potrafi paść na bok i udawać słaniającego się z głodu kota - robi to w minutę po zjedzeniu ostatniego kęsa...
Oczywiście interesują go i nasze talerze (na szczęście nie wszystko chce z nich ukraść), zawartość lodówki (w końcu go w niej zamknę na parę minut, może wówczas przestanie tam włazić), a z miski Pimpi podjada od zawsze...

Wcale przy tym nie jest grubasem - szczupły i umięśniony, skoczny, szybki... Supercyborgowa przemiana materii. Kot-cyborg. Od początku mówiłam, że on do nas pasuje :)

środa, lutego 17, 2010

Światowy Dzień Kota

Życzenia później, najpierw naga prawda :)


Ordnung muss sein.
Tak nam się spokojnie żyło tylko z Pimpi... A teraz wieczorem pełna gotowość: garnek - zabezpieczyć pokrywkę przemyślnym systemem gumek, bo za gorący na wstawienie do lodówki; zabezpieczyć kurki od gazu (raz odkręcił, lecz na szczęście K. zauważył, bo byłoby po nas); schować rysik od tabletu; rozejrzeć się, czy nic ważnego nie zostało na wierzchu.
Te drzwi mają być otwarte, tamte z kolei zamknięte. Wystrój już dawno został zmieniony. Czujność i myślenie perspektywiczne, a taki był spokój...

Noc.
Kiedyś służyła do spania. Teraz trochę też. Resztę poświęcamy na zbieranie z podłogi rzeczy, które kot uznał za zabawki (niedostatecznie perspektywiczne myślenie wieczorem), tłumaczenie kotu co jest dobre, a co złe etc.

Głód.
Człowiek nie jadł od doby, bo było nerwowo i chce coś wreszcie zjeść. Rozgląda się czujnie - jest dobrze, śpią. Wstaje z fotela i cicho skrada się do kuchni. Dwie pary oczu otwierają się, a błyszczy w nich głód i determinacja. Dwa drapieżniki idą za człowiekiem. Jeden okupuje podłogę, drugi - wyższe rejony. Nic nie zostanie niezauważone... Każdy ruch, każdy okruszek jest policzony. I te głodne oczy w końcu łamią wolę człowieka. Karmi - drapieżniki rzucają się i pochłaniają w ułamkach sekundy.
A w pokoju stoją dwie porzucone, zawsze pełne jedzenia, miski...

Wszystkiego najlepszego, Franz, kociątko ty nasze kochane :)
- Fraaanz, q... zostaw to!!!

piątek, lutego 12, 2010

Może i jestem próżna...

...ale jeśli po prawie 40 miesiącach i ponad 400 postach prowadzenia bloga, przeczyta się coś takiego, to się chyba można raz pochwalić?


No to się chwalę pochwałą mojego czytelnika (jednego z najdawniejszych), kopiuję z GT:
Twój blog normalnie wciąga jak dobry serial...

No i czy to nie jest miłe? Jest i to jak :)

środa, lutego 10, 2010

Ale to brzmi...

Tak, to brzmi pięknie i dumnie, jak przed godziną stwierdził Kamil :)


A co? A to: QILIA.COM :)

Dumnie i pięknie - fakt, ale nie macie co tam wchodzić, bo na razie jest tylko goła Joomla, mam ten kawałek świata od 10 minut dopiero :)