Dokarmianie przez klikanie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą extrema ;). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą extrema ;). Pokaż wszystkie posty

niedziela, sierpnia 01, 2010

The After Ride

No, kochaaani... Państwo M. są z siebie absolutnie zasłużenie dumni.


Bo i są powody. Gleba została zaliczona raz, ale było to zamierzone i kontrolowane, jedynie w celu sprawdzenia, czy nadal umie się upadać. Się umie - ani otarcia ani siniaka, ani w ogóle nic z tych rzeczy...

Jak na pierwszą jazdę na wrotkach (bo trening na klatce schodowej się nie liczy), państwu M. poszło po prostu śpiewająco. Jutro drugi trening, też w godzinach wczesnoporannych, zainteresowani mogą rezerwować miejsca w loży na moście Świętokrzyskim. Stamtąd bowiem wszystko widać, ale z zachowaniem bezpiecznego dystansu od państwa M., którzy może jako tako jeżdżą, ale hamować to się jeszcze, niestety, nie nauczyli ;)

Sen

Przed chwileczką:


- Śniło mi się, że kupiłem ci pierścionek...
- A chociaż ładny był?
- Nie no, nie jakiś taki bardzo super, ale tak, ładny, ładny był raczej...
- To dzięki :D
- A nie ma za co :)
- No, fakt...

wtorek, stycznia 26, 2010

Hasta siempre...

Jak zauważyliście, raczej unikam wypowiadania się w tematach choćby tylko zatrącających o politykę. Takie założenie. Ale skoro corocznie z jakiegoś powodu mnie szlag trafia, to może jednak raz się wypowiem.


Z jakiego powodu? A z powodu Bandery. Tak się składa bowiem, że moja babcia (niezupełnie była moją prawdziwą babcią, była siostrą mojej babki, która to z kolei zmarła na długo przed moim urodzeniem; ale babcia zastąpiła najpierw matkę mojej mamie, a później babcię - mnie, więc mówię o niej "babcia") mieszkała w czasie wojny (drugiej światowej) na pograniczu RP i Ukrainy. Tak, właśnie w czasie banderowców, band UPA etc. Była tam, żyła i przeżyła...

Opowiadała mi o tym, bo pytałam, będąc dzieckiem. Cytuję niedokładnie, ale z pełnym oddaniem sensu wypowiedzi:
- Dziecko, to była wojna... My do nich strzelaliśmy i oni do nas. Byliśmy sąsiadami i przedtem i potem, tylko ten czas pośrodku taki był... Sama zabiłam ze trzech. Oni mnie nie, jak widzisz. Ale to są ludzie, zawsze o tym pamiętaj, też walczyli o swoją wolność, jak my. Historia się nami zabawiła, ale oni nie byli źli, byli tacy sami jak my byliśmy wtedy...

No. I żaden palant nie będzie dla mnie nigdy bardziej wiarygodny, niż słowa osoby, która naprawdę to przeżyła. I w związku z tym nie pojmę, jak można mieć pretensje do Ukraińców o to, że czczą własnego bohatera narodowego. Może przyjrzyjmy się najpierw życiorysom naszych niektórych bohaterów... A byłoby czemu...

Tytuł wziął się z piosenki o Che. To też był bohater narodowy, choć wielu widzi w nim tylko mordercę. A na Kubie do dziś o nim tę pieśń śpiewają. I co? Zabronić?!

Ludzie, świat to nie tylko ten nasz mały kraik, naprawdę... Czarno-biało-czerwony... Horror, horror, horror...

sobota, stycznia 16, 2010

OGŁOSZENIE - spersonalizowane

Do pierwszego współlokatora Franza (wówczas Stiepana) - wiem, że tu zaglądasz, daj głos na priva, mam parę pytań. Nie gryzę. To znaczy gryzę, ale przez net jeszcze nie umiem. Wykorzystaj to "jeszcze" ;)


A tak na poważnie, to mam pewną teorię i chciałabym ją z Tobą skonsultować, bo może jest słuszna, ale mam za mało danych.

niedziela, stycznia 10, 2010

Pochrzaniłam i ponawiam - OGŁOSZENIE

Otóż ja się kiepsko znam na sprzęcie audio...


Wzmacniacz w domu jest - to raz, a dwa - potrzebujemy dla kota tylko jednej kolumny.

Pomyślcie kochani, rozejrzyjcie się, może gdzieś tam u Was leży... To tyle w temacie sprostowania :)

sobota, stycznia 09, 2010

Zazwyczaj nie narzekam na pogodę...

...bo to bez sensu - i tak nic nie daje. Ale dziś to mnie już naprawdę wkurzyła...


Od miesiąca umawialiśmy się na dzisiejsze spotkanie, ludzie przyjeżdżają do Wawy ze wszystkich stron Polski i, cholera jasna, właśnie dziś musi tak być. Nie przed trzema dniami, nie za trzy dni, tylko własnie oczywiście dziś, no bo jakżeżby inaczej...

Skoro jest tak, że nie chce się pyszczka z nory wysunąć, to mam nadzieję, że chociaż atmosfera spotkania to wszystkim wynagrodzi. No i że spiszą się przewoźnicy, te pekapy, pekaesy, zetteemy i inne takie...

Wszystko ma być tak, jak miało być, jasne?

P.S. Ostatnie zdanie, to takie zaklęcie sił niezależnych od człowieka... Zadziała.

O Franzu - tym razem na poważnie

Franz jest kotem mocno przygłuchym, słyszy jedynie określone typy głośnych dźwięków. Jak wiadomo, głuchy kot to tak samo, jak pies bez węchu, czy człowiek bez wzroku - jest pozbawiony najważniejszego zmysłu.


Taki kot nie może funkcjonować samodzielnie, bowiem trwałoby to bardzo krótko. Trzeba się z nim inaczej porozumiewać - tu "nie!" nic nie da. Głośne miauczenie słyszy, ale ja nie wiem, jak się w kocim języku mówi "nie" albo "chodź". Porozumiewamy się z nim gestem, głośnym dźwięcznym stukaniem i ciągle szukamy nowych metod, zresztą z powodzeniem.

Nie macie pojęcia, jak wzruszające (tak, naprawdę chwytające za serce, choć jestem osoba najdalszą od szybkich wzruszeń) może być przypatrywanie się gdy kot zrzuca różne rzeczy, żeby usłyszeć; gdy tupie na dużej pustej butli po wodzie, żeby słyszeć kliknięcia; gdy z radością czeka, aż w końcu długo będziemy zgniatać puszki po piwie (długo - specjalnie dla niego), bo to też słyszy; gdy...

...no właśnie, gdy w głośnikach komputera słyszy głośną muzykę, albo wrzaski zwierzaków z Farmville. Potrafi położyć się między głośnikami i chłonąć, podkopywać się pod nie, szukając źródła, tarzać się obok, jakby właśnie walnął lufę waleriany...

W związku z tym zapadła decyzja - wzmacniacz i porządne, stabilne, duże głośniki, takie na których będzie mógł się położyć i dodatkowo czuć drgania. Niech ma :) Na razie testujemy różne rodzaje muzyki. Poza odgłosami zwierzaków lubi afrykańskie motywy (dużo bębenków) i reggae. Muzykalny, głuchy kociak - tylko nam mogło się to zdarzyć :)

P.S. Gdyby ktoś z Wawy miał niepotrzebny sprzęt, który zawadza mu w domu i nie zdarłby z nas, to chętnie kupimy. Zresztą jeszcze dziś pójdzie ogłoszenie na Gumtree.

piątek, stycznia 01, 2010

NYuM-ch - Part Eleven

Lecimy dalej, jak to my.


Wy też lećcie. Świat jest nieprzewidywalny, więc wskoczmy w to. Bo strach to śmierć, więc nie bójmy się skakać. Najwyżej... najwyżej szlag nas trafi. Stagnacja to też śmierć, lecz gorsza, dłuższa i w dodatku bez sensu.

To co? Skaczemy?

Hellouuu! Nowy rok, Stworzonka :)

Fajnie gadać teraz z naszymi współimprezowiczami o zwierzakach, bieliźnie i jej braku; skończyło się przednoworoczne napięcie. Nie spodziewałabym się nigdy takiej imprezy i bardzo Ci dziękujemy, Viki. Bez Ciebie to nie byłoby możliwe.


Znaczy Tobie też, W., ale sam wiesz... V. w tym wypadku była siłą wiodącą. Jasne? Jasne.

czwartek, grudnia 31, 2009

SuM-ch - Part Ten

Q (23:55): ....


Q&K (00:03): No. Fajnie. Co tu więcej mówić. Niech, jak to powiedziała V.: ...wam się wszystkim darzy :)

K (00:05) Napisz im nasze hasło rodzinne: łapka w łapkę, z łapką, naprzód!

Q (00:06) Napisałam ;)

SuM-ch - Part Nine

Q (23:44): Znaczy wszystko normalnie, zero koordynacji... Ale my to na spokój. P. też, leży między nami i olewa wybuchy (przystrzelane stworzonko przeze mnie lepiej, niż większość psów myśliwskich). Wierzę w D-ów.


Q: (23:47): I słusznie. Się wyrobili. Brawo :)

Q: (23:52): No tyle, o ile... W. poszedł zapalić ostatniego papierosa... Ludzie to jednak maja pomysły ;) A K. pali świece... No nic, tylko się szykować do trumny... (ej, ten mój humor, ktoś mnie kiedyś za niego utłucze...)

SuM-ch - Part Eight

Q&K (23:20); No kurczę, V. nam bruździ... Wybrała sobie świetny czas na kąpiel... A przy okazji odległość do łazienki u nich to ze trzy metry (bo u nas to z sześć) pokonywała przez kwadrans.

Wiemy, że to robota W. Zapytaliśmy (mało dyskretnie, jak to my), czy może wolą zostać sami, w tej wannie...

Rozmowa na FB:
V: sylwester, my i sieć - jeee! no to idę się wykąpać i wybrać bieliznę - powinnam zdążyć do północy:))) ciao!

Q:
Lepiej zdąż... Nawet nie żartuj, ze nie zdążysz. No i może załóż jakąś kieckę... Bo jak nie, to ja zdejmę swoją...

SuM-ch - Part Seven

Q (23:05): Właśnie jestem po rozmowie z teściową. Ostatnie słowa moje: wkurz się, zostaw ich na kilka dni i wpadaj do nas. Ona: wiesz, chyba się wkurzę i przyjadę, niech sobie radzą.

Konkluzja: mam dobry wpływ na teściową, choć może reszta rodziny tego nie ocenia podobnie....

SuM-ch - Part Six

Q (22:43): Jedyny, proszę państwa, w historii, sylwester na dwie pary, jedno dziecko i jednego psa. Przez net. To samo miasto, dzielnice tyko różne., ale sąsiadujące...

To jest możliwe tylko teraz... Ale już się umawiamy na za rok - z tym, że wtedy w jednym miejscu.
Chyba u nas, bo naszemu mieszkanku dziecko półtoraroczne i nadaktywny pies nie zaszkodzą ;) Nawet, jeśli ta parka będzie wspomagana szopem, z natury będącym "a demolishing man".

SuM-ch - Part Five

K (22:18): Pijemy kawę!


Q (22:18): O, znaczy jednak zamierzamy dotrwać do północy, jak miło...

K (22:20): Ciocia przysłała życzenia. Wierszem. Wiem, odpiszę jej tak: sex & drags & rock'n'roll...

Q (22:20): ...i dodaj jeszcze: mejk-pis-not-łor end panks-not-ded...

K (22:21): ...Yeah!

SuM-ch - Part Four

K (22:01): Masz tu, Pimpi, masz szyneczkę, chodź, będziemy tańczyć...


P (22:02): (zjada szyneczkę i ani myśli tańczyć)

Q (22:03): (nic nie mówi, patrzy spokojnie, krzywdy sobie przecież nie zrobią)

SuM-ch - Part Three

K (21:47): A wiesz, że wyładniałaś?


Q (21:48): (nieuważnie) No bo się pomaziałam... (w myśli) Aha, wiadomo, im więcej kieliszków, tym kobieta ładniejsza...

K (21:49): (przeczytał powyższe) Nieprawda!

Q (21:49): (w myślach) Ciekawe, cóż innego mógłby powiedzieć rozsądny facet, nie?

K (21:50): Nieprawda! Jak możesz! A masz buziaka! Jeszcze jednego!

Q (21:51): (puszcza w sieć, chichocząc złośliwie, jak to ona)

SuM-ch - Part Two

Q (21:25): Martwimy się o T. - rodzice mieli ją wykąpać, a nie rozpuścić w wodzie...


K (21:28): Robię zdjęcie Q. (21:38) Nie zdjęcie, tylko dużo zdjęć... Q. i P. na parapecie, w ruchu, one bardzo sa ruchliwe.

Q (21:40): Jasne, trzeba było robić książkom i kwiatkowi. Są mało ruchliwe. Ale zdjęcia widziałam. Chyba jedno się udało. Się okaże jutro.
Co z tymi V. i W.?

Sylwester u M-skich - Part One.

Na wstępie buziaki Wam i wszystkiego cudownie niespodziewanego :)


A teraz taka koncepcja: piszemy oboje i na żywo. Wrzucamy po kawałku. My się dobrze będziemy bawili, Wy też... choćby śmiejąc się z nas i z nami. Jazda!

Q (20:55): No to na razie sobie tak siedzimy, pijemy wódkę. Gadaliśmy przez GT z V. i W., ale poszli wykąpać T., więc mamy chwilkę... Sytuacja jest rozwojowa, P. nieco zbyt nerwowo spogląda na przekąski, lecz jesteśmy (jeszcze) czujni.

K (20:58): Będziemy się upijać, a Q. wygląda cudownie, jest umalowana, ma krótką sukienkę i ładne kolczyki.

Q (20:59): Pewnie, że ładne. Sama sobie zrobiłam!

sobota, listopada 21, 2009

Picasa

Ta Picasa to jednak ogłupia... Człowiek siada i na przykład robi coś takiego ;)


Edit: spokojnie, Najwspanialszy z Wymarzonych i tak dał te zdjęcia na NK, więc już nic nowego nie ujawniam... Fuk!
Posted by Picasa