Dokarmianie przez klikanie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

sobota, grudnia 18, 2010

Duszoszczypatielnyj

Na fb coraz więcej nawoływań o chociażby domy tymczasowe dla kotów, którym tak trudno przeżyć mrozy skuwające nasz świat. Prosi się i robi się akcje mające zwierzakom dać choćby trochę jedzenia i kawałek koca.

Tak od siebie to powiem, że klikam na wszystko, co służy pomocy tym bezdomnym stworzeniom, bo gdzieś w środku czuję się winna, że mogę dać dobry i spokojny dom tylko dwojgu. Że może mogłabym jeszcze czemuś trzeciemu, ale wtedy włącza się rozsądek z suchą informacją, że nie mieszkam u siebie i że ta chwilowa stabilność to nic pewnego i wzięcie sobie na łeb kolejnej odpowiedzialności nie jest dobrym pomysłem.

Za kilkanaście dni minie rok od czasu, gdy złamaliśmy się wewnętrznie i wzięliśmy Franza. Jedynaczka Pimpi nie kochała go od początku, nie pokochała przez ten rok i prawdopodobnie nie pokocha już nigdy. Z wzajemnością zresztą... Ale zwierzaki to na szczęście nie ludzie. Wypracowały sobie jakiś tam konsensus, daleki od oczekiwanej sielanki, ale jednak i... I przeżyliśmy jakoś szczęśliwie ten rok; nie sądzę też, aby kolejny miał być gorszy.

Dać dom jest trudno. Dać spokój i szczęście - niewyobrażalnie trudniej. Ale warto zaryzykować, nawet gdy sam pomysł nie wydaje się z początku być zbyt mądrym. Jest bowiem ogromna szansa, że jeśli intencje będą dobre, to się jakoś tam samo poukłada.

Myśleć, myśleć. Po to to napisałam.

piątek, kwietnia 23, 2010

Egzaminy

Tak jest, że niemal każdego dnia jakieś zdajemy. Podejmujemy wybory, które są przecież egzaminami. Stajemy przed mniejszymi i większymi sprawami codzienności, a obok zawsze ktoś stoi i... ocenia. Nie dlatego, że lubi oceniać. Dlatego, że siłą rzeczy się do tego odnosi.


Podobnie z drugiej strony. Stoimy z boku, przyglądamy się, oceniamy... Nie dlatego, że mamy taką nieodpartą potrzebę oceniania, lecz po prostu - siłą rzeczy - odnosimy się do poczynań innych i klasyfikujemy je. Taką najprostszą klasyfikacją jest "podoba mi się - nie podoba mi się"...

Superkomfortem jest, gdy patrząc na partnera życiowego - w 99 wypadkach na 100 - myślimy (nawet nie zdając sobie z tego sprawy, bo to własnie taki myślowy odruch oceniający): podoba mi się, że tak robisz, zgadzam się z tym.
Procentowość zgody w takich momentach świadczy o tym, czy to jest ta właściwa osoba. Poniżej 75 procent czas się poważnie zastanowić, poniżej 60 - raczej pakować walizki (swoje lub jej ;).

Ten jeden procent u mnie zostawiam na różnicę charakterów i błąd statystyczny w jednym;)

niedziela, kwietnia 04, 2010

Post about post...

...jej... ja wcale taka głupia przed rokiem nie byłam...


...fakt, że przekonałam się o tym dopiero dziś :) Mój mąż... nie dość że wszystko umie, prawie tak dobrze jak ja... czasem nawet lepiej... to jeszcze... no, wspaniały bywa...

Jaka ja jestem szczęśliwa.

Rok mija, a my...

...no dobrze, ja.


Ani trochę mądrzejsza, ale na pewno szczęśliwsza :) Ani ciut bardziej zapobiegliwa, ale za to ładniejsza (wszyscy to mówią, naprawdę) Ani o jotę poważniejsza, ale za to oczy mi lśnią jak nigdy...
Mój Mąż nad Mężami - on się raczej nie zmienił i nie chciałabym, aby się zmieniał :)

Przez ten rok załatwiliśmy parę ważnych spraw, rodzinę powiększyliśmy o Franza, zaciągnęliśmy trochę długów (ale gros już oddaliśmy). Byliśmy na skraju przepastnej rozpaczy i prawie w euforycznych bramach nieba - jedno i drugie okazało się lekko przesadzone, jak to w życiu... Było trudno, było cudownie - było różnie...

Przetrwaliśmy bez bólu i ten rok wspominamy jako wyjątkowo krótki z perspektywy. Tak więc, MnM - zaczynamy drugi miodowy :) Mam wrażenie, że z Tobą nie da się inaczej. ;)


niedziela, lutego 28, 2010

Urodzinowo dla mojego Męża...

...spełnienia wszystkich, nawet tych najskrytszych pragnień. Pod warunkiem, że gram w nich główną rolę :)

Ale ze mnie małpa jednak ;)

piątek, lutego 05, 2010

Kalendarz

...dla wszystkich, którzy poczują nieodpartą potrzebę dawania nam mnóstwa prezencików. Dziękujemy ;)


1 stycznia - rocznica "bycia razem"
2 stycznia - przybył nam Franz
30 stycznia - urodziny Pimpi
4 lutego - rocznica wspólnego zamieszkania
10 lutego - rocznica oświadczyn (przyjętych, jak wiadomo)
28 lutego - urodziny Kamila
4 kwietnia - rocznica ślubu
9 lipca - urodziny Qilii
14 lipca - wspólne imieniny Qilii i Kamila
15 listopada - rocznica poznania się w realu
31 grudnia - pamiętny sylwester, od którego wszystko się zaczęło

No. To macie mnóstwo okazji do dawania nam mnóstwa dóbr ;)

A - tak przy okazji - takie celebrowanie jest dobre dla małżeństwa, dla związku, dla ludzi, dla zwierzaków... No to już - siadać i tworzyć własne kalendarze, moi drodzy :)

czwartek, lutego 04, 2010

Głupie...

Nie przypominam sobie, abym zrobiła w życiu cokolwiek dobrego, a co dopiero dużo...


Jestem więc pewna, że nie mam mojego męża za zasługi z tego lub przeszłych żyć. Podobno dobro za dobro, a oko za oko. Za moje dobro to ja powinnam już nie mieć sześciorga oczu tak naprawdę...

A jednak... Mam przy sobie najlepszego człowieka na ziemi i sama nie wiem za co, więc chyba za nic. Kamil... Jesteś ponad marzenia.

P.S. Gdy on wróci i te peany przeczyta, to mnie zwyczajnie zabije, bo nie lubi publicznego chwalenia. Już nie żyję, dobranoc Państwu ;)

piątek, grudnia 18, 2009

Za równo dwa tygodnie...

...nasza pierwsza rocznica "bycia razem". Nie pisałam tu, jak to dokładnie było. A było śmiesznie, więc teraz opiszę...


W pierwszy dzień nowego roku wyszliśmy po zakupy (pieczywo, piwo, papierosy etc.) na pobliską stację benzynową. Było bardzo zimno, w domu spał Tomek, mój ówczesny współlokator, a poza tym należało złożyć życzenia noworoczne Jamilowi i jego barmankom, więc poszliśmy do "mojej" knajpy.

Tam niebawem dotarł niejaki Guru z panienką. Guru to niezbyt lubiany osobnik, potworny bufon. Jego ksywa wzięła się stąd, że kiedyś miał nieszczęście założyć sweterek z takim właśnie napisem. Cóż więc dziwnego, że ksywa przylgnęła? Musiała ;)

Guru w sposób ostentacyjny sugerował wszystkim, że z panienką spędził noc. Sugerował aluzjami, a w pewnej chwili zwrócił się do nas:
- Czy wy też...
Wtedy brutalnie mu przerwałam, dobitnie mówiąc:
- Nie. My nie! I tyle w temacie. Spadaj.
Spadł, po takim dictum każdy by spadł.

No i tu w zasadzie to powinnam go "na łamach" przeprosić. Bo to, co tak dobitnie wypowiedziałam w okolicach południa, już wieczorem było całkiem nieaktualne... ;)

niedziela, grudnia 13, 2009

A tak w ogóle, to bardzo Ci dziękuję...

...dziękuję, kochany, że byłeś. Że wierzyłeś we mnie niewyobrażalnie bardziej, niż ja sama w siebie i swoje umiejętności. Za to, że mogłam żyć z wiedzą, że jeśli się posypie i spadnę, to mnie złapiesz, zanim rozbiję się o ziemię. Dziękuję. Bez Ciebie nic by się nie udało. Na pewno to wiem.

wtorek, lutego 10, 2009

Narzeczeni

...od jakiejś godziny juz oficjalnie, ale nie matrwcie się - na krótko, bo nie zamierzamy tym stanie długo funkcjonować. Zgromadzenie papierów kilka dni zajmie, potem miesiąc urzedowego odczekiwania... No i tyle. Będzie skromnie, szybko, bez fet - nie stać by nas było na nic wielkiego. Szczęśliwi. Jak to narzeczeni... ;)

piątek, lutego 06, 2009

No, nie...!

Wiecie co, jak człowiek z kimś zaczyna mieszkać, to się w zasadzie wszystkiego można spodziewać, prawda? Moze nie tyle wszystkiego, co jednak wielu różnych rzeczy. No, należy się spodziewać, tak dla higieny psychicznej. I to jest normalne.


Ale tego, to się jednak w najdzikszych nawet dywagacjach na temat przewidzieć nie dało. Może mam za mało wyobraźni...

Otóż sytuacja od środy przedstawia się tak, że rywalizuję z własną, wychowaną przeze mnie psicą o mojego mężczyznę. Stwierdziła bowiem, że szanse obie mamy równe, a ona też go kocha i niech on wybiera...

Z jednej strony, to K. jest raczej biedny. Woli bowiem kobiety na dwóch nogach, ale w żadnym razie nie chce ranić tych na czterech. Z drugiej - żyje jak basza turecki, a dwie panie zabiegają na różne sposoby o jego względy, więc aż tak biedny nie jest.

Mała dąży do trójkąta międzygatunkowego, my oboje jesteśmy przeciw - dom wariatów :)

P.S. A tak przy okazji... Nie wiemy, jakim cudem udało nam się ze sobą spotkać, ale jesteśmy bardzo szczęśliwi, że jednak się udało i że jesteśmy i że mamy nadzieję być.

środa, lutego 04, 2009

Beginning of the story?

Jak teraz tak na to patrzę, to wcale nie było tak, jak się wydawało.

Bo wcale nie zaczęło się od Nowego Roku. Dużo wcześniej. Zaczęło się od zdjęcia niepokornego faceta o złym i trochę pijanym spojrzeniu. Często do tego zdjęcia wracałam, bo miało w sobie coś przyciągającego, intrygującego... Czy wiesz, że to było prawie trzy lata temu?
Potem było to z PD, nieoczekiwane znalezienie się po tej samej stronie barykady.
Jeszcze później, wreszcie - spotkanie. "Czy będzie można tu zapalić?" Westchnienie ulgi z mojej strony. Jasne, nawet należy, wreszcie jakaś bratnia dusza. Teraz już nie palisz - to inna sprawa. To było prawie 15 miesięcy temu...

Na tym spotkaniu, nie wiem czy pamiętasz, ale inni raczej milczeli. Rozmowa - to był głównie dialog między nami dwojgiem, a reszta się przysłuchiwała. Zaskoczyła mnie wtedy mała, która wybrała Ciebie spośród nas wszystkich, aby bezpiecznie przytulona, zasnąć. Psy są mądre intuicją, a ja wierze jej ocenom.
Została zresztą wierna swojemu wyborowi - rywalizuje teraz ze mną o Twoje uczucia.

Potem były listy, najpierw w sprawach technicznych i później, już te bardziej osobiste... Propozycja: musimy się spotkać na piwo. Byłam bardzo za, ale czas mijał i nic się nie udało wykroić z niego. Szkoda, bo chciałam.

Cholera, właśnie przejrzałam logi z GG. Nasze podświadomości już wtedy wiedziały. Tylko my posługiwaliśmy się rozumem. Bo tak nas wychowano...

Zanim przyszedłeś, przygotowywałam się jak małolata na pierwszą randkę, Tomek się śmiał, więc rzuciłam wszystko w kąt i stwierdziłam, że będę taka jak zawsze. A potem spacer po północy nad rzekę... Powiedziałam, gdy patrzyliśmy na oleiście czarną wodę, że nie zapomnisz nigdy tej chwili. Odpowiedziałeś, że ja też.

Nie wiem, czemu potem tak to wyszło, że razem poszliśmy na zakupy i wtedy z rozpędu (bo zimno było jak cholera) do mojej knajpki. Nie wiem, skąd wziął się dalszy ciąg, zwierzenia i ta cała reszta. Szczególnie reszta...
No, to tak to wyglądało z mojej strony, kochanie.

Godzina zero...

Jasne, że się denerwuję, że się obawiam, że się niepokoję (chyba każde z tych słów mogłoby się kończyć na -my, ale przecież piszę tu tylko za siebie).

Spotkania - gdy za mało czasu i za mało siebie nawzajem - zawsze są wspaniałe, a wszystko jest piękne. Bycie razem to jednak zupełnie co innego - to zawsze starcie dwóch odrębnych osobowości, nauka kompromisu i dążenie, aby suma z dodawania jednego "ja" do drugiego "ja" wyniosła "my" - co wcale nie jest takie proste do uzyskania...

Oprócz lęku jest jeszcze cicha radość i nadzieja na nowy, wspaniały świat. Obietnice składane samemu sobie, że będzie się lepszym i nic się nie spieprzy, bo przecież już tyle się wie. Naiwność początków... Ale gdyby nie było tej naiwności, to co zamiast? Nic nie robić? Zaryć się w samotność i pić? Czy też zastrzelić się od razu, bez tych wstępów?

Godzina zero już niebawem. Niech Bóg uchroni nas od egoizmu - na poczatek wystarczy ;)

A teraz coś do śmiechu.
Umawiamy się wcale nie w domu, lecz w kawiarni. Dlaczego? Otóż musimy natychmiast odbyć naradę na poważny temat i skonsultować pomysły z naszym doradcą. To trzeba zrobić szybko. No, ale czemu nie w domu? A temu, że:
- To gdzie się spotykamy?
- A gdzie będzie dla nas najlepiej?
- Zależy. Bo wiesz, dla nas to lepiej w domu, ale dla rozmów to zdecydowanie w kawiarni...
- No tak. Dawno się nie widzieliśmy. To rzeczywiście lepiej w kawiarni. Tam będziemy się musieli przyzwoicie zachowywać :)

poniedziałek, stycznia 19, 2009

Dobrze...

Magiczny znak na Twoim ramieniu... Pies, który cichutko oddycha, jakby nie chciał spłoszyć chwili, leżąc między nami. Aż tyle uśmiechu i tak mało łez. Muzyka, której wcześniej nie znałam. To, że te same miejsca w filmach nas bawią. I to, jak na mnie potrafisz spojrzeć. I że punk's not dead ;)

Dobrze, że jesteś.

niedziela, stycznia 04, 2009

Dziwnie

Człowiek czuje się dziwnie... Będąc pierwszy raz - od dawna - szczęśliwym i pierwszy raz - od dawna - majac nadzieję. Czuje się dziwnie, boi się tak czuć, a jednocześnie bardzo chce się tak czuć. Dziwność do sześcianu.

wtorek, lipca 24, 2007

Głupio-sentymentalna notka

O, kurczę. Ja naprawdę nie wiedziałam, że mnie tak to walnie... Że tak będę tęsknić, że tak bardzo nie bedę umiała się znaleźć w tym czekaniu i półsamotności... nie wiedziałam, bo skąd mogłam wiedzieć.

Wiesz, jeśli to przeczytasz, to... tak, przesadzam może, ale... naprawdę za tobą tęsknię, brak mi codzienności z tobą, wszystko jest niepełne i małemu stworzeniu też ciebie brakuje - snuje się jak ja, ma za złe i w ogóle pokazuje, jak bardzo taka rzeczywistość jest paskudna. Czasem jej zazdroszczę, bo ja nie mogę aż tak otwarcie tego demonstrować, a szkoda... byłybyśmy niezłym tandemem...

Wróć, niech już się nie męczymy, M...

czwartek, grudnia 07, 2006

Wróciłam...

...zmęczona ogromnie, wykończona prawie, ale takim dobrym zmęczeniem, po zrobieniu mnóstwa konstruktywnych rzeczy.

Urządzamy się, meblujemy, kupujemy drobiażdżki i większe rzeczy, liczymy, liczymy, liczymy - pieniądze, bo na wszystko brak. Ale z uśmiechem, ze spokojem to wszystko. Nie dziś - to za tydzień; nie za tydzień - to za miesiąc. Albo później, gdy przyjdzie na to czas.

Co innego jest ważne. Teraz już się nie boimy świata, nie tęsknimy za sobą. Teraz wreszcie jest pewność, spokój, jesteśmy razem i odpadły czynniki zewnętrzne. Również jako usprawiedliwienie... ale to koszty wkalkulowane.

Jestem szczęśliwa. I widzę szczęście w jego oczach. To mamy na dziś. Jutro jest niewiadomą - jak zawsze.

sobota, listopada 25, 2006

Uff... nareszcie...

...witajcie, drodzy moi. Wiecie co?

Właśnie usiadłam sobie wygodnie, sama w mieszkaniu; przy szeroko otwartych drzwiach na taras, bo pogoda przepiękna; w stroju lekko niedbałym, z drinkiem z żubrówki i soku jabłkowego, z ulubionym papierosem; założyłam słuchawki, słyszę w nich głos mojego mężczyzny...

Kochani... no jest super - to najwłaściwsze słowo. Można pracować, można odpocząć - jest cudownie. Bardzo na to czekałam - chciałam się w ten sposób zrelaksować i w zasadzie już czuję się zrelaksowana.
Wolałabym oczywiście, aby M. był tu obok, ale to niemożliwe tym razem, lecz jesteśmy tak blisko, jak się daje w tych warunkach i jest nam naprawdę dobrze.

Dziś jest taki dzień dla psyche, a jutro mam zamiar poświęcić trochę czasu soma, używając tych wszystkich babskich sztuczek łazienkowych i kosmetycznych, aby - kiedy już się wreszcie spotkamy - ponownie poderwać mojego M., tym razem wezmę go na urodę ;)

piątek, listopada 17, 2006

Marzenia się spełniają :)

Przed kwadransem było: "już dojeżdżam", przed chwilą: "już pędzę, już lecę", za chwilę będzie dzwonek domofonu... i wam też życzę udanej nocy ;)

niedziela, listopada 05, 2006

Takie jedno zdanie

Siedzimy połączeni GT, rozmawiamy umiarkowanie, bo ty jednocześnie pracujesz, ja coś czytam, czegoś szukam...
I nagle ty, oddalony o wiele kilometrów, a przecież tak bardzo obecny - tym mruczeniem, stukotem klawiatury, dźwiękami twojego domu, mówisz:
- Jak dobrze się przy tobie pracuje, tak jakoś lekko to wszystko idzie...
Tak, wiem. Mnie przy tobie też. Wiem, co masz na myśli. Ale jak dobrze to usłyszeć...