Dokarmianie przez klikanie

niedziela, stycznia 31, 2010

Kot na ścianie...

I kot, i cień kota, i laser. Wszystko, a co... ;)


Sama to zrobiłam, choć wcześniej pisałam, że trzeba trzech osób... Jakość żadna, bo ciemno było, ale to w końcu dokument i liczy się temat, prawda?
Dla dociekliwych: dolna krawędź obrazka widocznego na zdjęciu znajduje się na wysokości ok. 170 cm nad podłogą :)

P.S. Technikalia (dodaję po chwili zastanowienia się, jak to naprawdę było, hmm...). Mam dwie ręce. Trzymałam w nich: aparat (który nie mógł się ruszać), laser (który musiał się ruszać), papierosa (niezbędny, bo to trudne przedsięwzięcie było), rysik od tabletu (zbędny, ale zapomniałam odłożyć). Mam dwie ręce? Naprawdę?

Stara dupa ;)

Wczoraj w domku urządziliśmy trzecie urodziny Pimpi.


Dużo fajnych rzeczy było: i jakieś wypasione superuszko do dziamgolenia, i fura smakołyków wszelakich (te znikały w milisekundy), i ganianie, i zabawa, i tulenie - czyli w zasadzie nic specjalnego, bo to ma na co dzień, małpiatka jedna... Nowość zafundowała sobie sama: odganianie kocurka od uszka, bo to jej uszko, do cholery i kocur nie musi w ogóle wiedzieć, co to jest. Tajemnica państwowa i spadaj!

K. i F. oczywiście nie szczędzili P. uwag w stylu "to ty stara dupa jesteś", ale wiadomo - faceci :)

Dziś w domu kolejne święto - K. idzie dopiero na drugą zmianę, więc szaleństwo wykorzystywania wolnego przedpołudnia: sieć, film, zwierzaki, nawet po piwku - no, rozpusta po prostu :)

Z powyższego można chyba odnieść wrażenie, że nasze życie to pasmo rozrywek. I dobrze, bo w rzeczywistości, to niekoniecznie, ale... Grunt to właściwy PiaR, co nie?

wtorek, stycznia 26, 2010

Hasta siempre...

Jak zauważyliście, raczej unikam wypowiadania się w tematach choćby tylko zatrącających o politykę. Takie założenie. Ale skoro corocznie z jakiegoś powodu mnie szlag trafia, to może jednak raz się wypowiem.


Z jakiego powodu? A z powodu Bandery. Tak się składa bowiem, że moja babcia (niezupełnie była moją prawdziwą babcią, była siostrą mojej babki, która to z kolei zmarła na długo przed moim urodzeniem; ale babcia zastąpiła najpierw matkę mojej mamie, a później babcię - mnie, więc mówię o niej "babcia") mieszkała w czasie wojny (drugiej światowej) na pograniczu RP i Ukrainy. Tak, właśnie w czasie banderowców, band UPA etc. Była tam, żyła i przeżyła...

Opowiadała mi o tym, bo pytałam, będąc dzieckiem. Cytuję niedokładnie, ale z pełnym oddaniem sensu wypowiedzi:
- Dziecko, to była wojna... My do nich strzelaliśmy i oni do nas. Byliśmy sąsiadami i przedtem i potem, tylko ten czas pośrodku taki był... Sama zabiłam ze trzech. Oni mnie nie, jak widzisz. Ale to są ludzie, zawsze o tym pamiętaj, też walczyli o swoją wolność, jak my. Historia się nami zabawiła, ale oni nie byli źli, byli tacy sami jak my byliśmy wtedy...

No. I żaden palant nie będzie dla mnie nigdy bardziej wiarygodny, niż słowa osoby, która naprawdę to przeżyła. I w związku z tym nie pojmę, jak można mieć pretensje do Ukraińców o to, że czczą własnego bohatera narodowego. Może przyjrzyjmy się najpierw życiorysom naszych niektórych bohaterów... A byłoby czemu...

Tytuł wziął się z piosenki o Che. To też był bohater narodowy, choć wielu widzi w nim tylko mordercę. A na Kubie do dziś o nim tę pieśń śpiewają. I co? Zabronić?!

Ludzie, świat to nie tylko ten nasz mały kraik, naprawdę... Czarno-biało-czerwony... Horror, horror, horror...

Obsmarujemy padalca...

...no bo dziś to już przesadził, a było tak...

Pierwsza (01:00). Demolka. Wstajemy przekonani, że to rano. Akurat, rano... Kawa. Wódka. Słowa. Niecenzuralne, a jak... Mamy już fajny pomysł na książkę kucharską z przepisami z kociny :) Właściciele kotów zaczną szturmować księgarnie...

Teraz wygląda to tak, jak na zdjęciu. Jestem chora, więc futerka mnie grzeją ze wszystkich stron. Miłe, ale F. i tak ma przegwizdane ;)




niedziela, stycznia 24, 2010

Postępy

Stworki każdego dnia coraz lepiej się z sobą czują - mniej powarkiwania, wyciągniętych pazurków i dystansu, a więcej spojrzeń, zainteresowania tym co robi drugie, obwąchiwania, zaczepek zabawowych. Byle tak dalej, ale jestem dobrej myśli, bo zwierzaki to na szczęście nie ludzie i zawsze, prędzej czy później, się dogadają.


My staramy się ingerować tylko w sytuacjach zdecydowanie podbramkowych i to raczej łagodnie; jak najmniej się wtrącamy, bo z doświadczenia wiem, że człowiek więcej tu może zaszkodzić, niż pomóc, chcąc na siłę zaprzyjaźniać zwierzaki ze sobą nawzajem.

Oczywiście Franz nie przestał nam dostarczać rozrywki, bo to kotek bardzo aktywny i pomysłowy :) Nie opisuję tego tutaj, bo po pierwsze to dla postronnych byłoby nudne, a po drugie opis i tak nie odda obserwacji na żywo. O tym, że podbił nas całkowicie, świadczy poniższy dialog:

- Ta kocia cholera znów szaleje... Zostaw to, ogoniasty bandyto!*
- No tak, ale zobacz jak on to ślicznie robi...

*Franzowi można wymyślać do woli i z zerowym skutkiem, jak wiecie - przecież i tak nie słyszy.

P.S. Dziś dostał na posłanko (to przy misiu, bo to jego ulubione miejsce do spania) dużą, puchatą chustę, żeby miał milej i cieplej :)

środa, stycznia 20, 2010

Ale mamy fajną...

Franz już parę dni temu odkrył, że w naszym domu jest sporo zakamarków. Niestety, większość jest trudno dostępna, co dla kota oznacza jedynie, iż stanowią ciekawe nowe wyzwanie.


Jednym z najciekawszych i jeszcze nie zdobytych miejsc jest antresola w przedpokoju. Zajmuje ona jakieś cztery metry kwadratowe i pełna jest rupieci, w których można buszować - z opisu chyba jest jasne, że antresola jest wymarzonym placem zabaw dla kotka, prawda?

Dziś Franz podjął kolejna próbę szturmu: wspiąć się po okryciach na półkę nad wieszakiem, stamtąd po torbach na antresolę - taki był plan... Franz jednak nie przewidział, że jego bałaganiarscy państwo wrzucają te torby nawet nie patrząc i że cała konstrukcja trzyma się jakoś wbrew prawom fizyki. Dotknięcie małej aksamitnej łapki natychmiast zburzyło kruchą równowagę i... wszystko wraz z Franzem wylądowało na podłodze.

K. wkroczył na pobojowisko, rozejrzał się i powiedział głosem pełnym radości:
- Ale mamy fajną pułapkę na kota!

wtorek, stycznia 19, 2010

Nowa zabaweczka

Dziś K. kupił Franzowi nową zabawkę - laserek.


Radość kota jest bezgraniczna, ugania się za nim po wszystkim, wbiega nawet na ściany, a kiedy światełka nie ma - czeka w miejscu, gdzie było ostatnio, bo przecież ono na pewno znów się pojawi :) My z obserwowania kocich szaleństw mamy radość wcale nie mniejszą, niż on z zabawy.

Problem jest tylko z Pimpi. Od początku zauważyliśmy, że mało co ją tak wkurza, jak kot w ferworze zabawy... Jej stanowisko jest bowiem następujące: dostało toto michę? dostało; dostało posłanie? dostało; to niech się cieszy i siedzi cicho, a bawić to się już nie musi, od zabawy w tym domu jestem ja!

No, cóż... Dobrze, że jest karna i możemy zabronić jej psucia kocich zabaw, ale wy w związku z tym nie dostaniecie fotek z Franzem na ścianie... Bo do tego trzeba trzech osób: jednej do zabawy z kotem, drugiej do fotografowania, a trzeciej do trzymania Pimpi na kolanach i głaskania jej - też musi coś z tego mieć ;) Czyli poczekacie, aż zajrzą jacyś goście...

poniedziałek, stycznia 18, 2010

Raccoon vs. Cat

Tak więc, moi drodzy, już wszystko jasne. Otóż dobrzy bogowie sprawili, że mentalnie będąc przygotowani na szopa (a szkodnik jest to niebywały, złośliwie-inteligentny w dodatku), przyjęliśmy tego kota jako istotę i tak od szopa dużo mniej kłopotliwą.


Teraz - po ponad dwóch tygodniach z Franzem, już domyślamy się, jakim szokiem dla ludzi obytych ze zwykłym kotem, mógł on być... Nie, nie dla nas, my - jak mówiłam - nastawiliśmy się na szopa, więc żadna demolka nam nie straszna i nam to on niczym nie zaimponuje (szopy są w tych sprawach absolutnie niezrównane, proponuję wrzucić w Youtube "Willie" lub "Molly" i dodać "raccoon", piękne filmy o demolkach...)

Oj, Franz...
Powiem tak: my mamy cholerne szczęście, że jednak nie mamy szopa (bo one, skurczybyki, mają dodatkowo chwytne łapki). A ty masz cholerne szczęście, że trafiłeś na nas :)

niedziela, stycznia 17, 2010

Normalnie gwiazda...

To cytat z facebookowej wypowiedzi V. o tej sesji zdjęciowej. Gwiazdeczka - to muszę przyznać - była wyjątkowo przyjazna aparatowi. Zazwyczaj przecież, jak wam wiadomo, lubi się pojawiać na zdjęciach w charakterze jasnej smugi i na dwadzieścia zrobionych fotek od biedy nadaje się jedna...

Mam wrażenie, że chyba powodem była zazdrość o gwiazdorstwo Franza na blogu i obfotografowywanie go w każdej możliwej sytuacji. I dobrze, zdrowa rywalizacja nie jest zła ;)

A oto efekt:

sobota, stycznia 16, 2010

Niekochane misie...



...tulą koty


OGŁOSZENIE - spersonalizowane

Do pierwszego współlokatora Franza (wówczas Stiepana) - wiem, że tu zaglądasz, daj głos na priva, mam parę pytań. Nie gryzę. To znaczy gryzę, ale przez net jeszcze nie umiem. Wykorzystaj to "jeszcze" ;)


A tak na poważnie, to mam pewną teorię i chciałabym ją z Tobą skonsultować, bo może jest słuszna, ale mam za mało danych.

Kiciątko... cholera ;)


Wczoraj był u nas M. i jak na dziennikarza lotniczego przystało, przyszedł był w lotniczej kurtce na misiu. Powiesił ją w pokoju na stołku barowym. To nie był najlepszy pomysł...


...bo kiciątko, tak - to nasze słodkie, kochane i prześliczne, natychmiast kurtkę chmajtnęło na podłogę i zamieszkało w niej :) Ponieważ na szczęście M., jest wielbicielem kotów i fotografikiem, to wykorzystał sytuację tylko do strzelenia paru fotek i nie miał żadnych pretensji.

Pretensje za to miało kiciątko, gdy M. chciał wyjść i to w dodatku w posłaniu kiciątka (bo to już było posłanie kiciątka, przez zasiedzenie, a nie żadna tam kurtka). Odpięłam więc od swojej kurtki futrzany kapturek i dałam mu jako nędzną namiastkę. Obrzydliwe kiciątko znów wygrało ;)


czwartek, stycznia 14, 2010

Poranek kojo...

...przepraszam, Franza ;)

środa, stycznia 13, 2010

Kocia dwoistość...

Czy to słodkie kocię poniżej, to ten sam łobuz, który dziś obudził nas o 4:30, a potem przez cały dzień wykonał paręnaście numerów pomysłowego diablątka?


Kompilacja "Wieczór stworków" ;)

Sukces?

W tak porąbanej pozycji śpi tylko kot, który czuje się absolutnie bezpieczny:


niedziela, stycznia 10, 2010

Pochrzaniłam i ponawiam - OGŁOSZENIE

Otóż ja się kiepsko znam na sprzęcie audio...


Wzmacniacz w domu jest - to raz, a dwa - potrzebujemy dla kota tylko jednej kolumny.

Pomyślcie kochani, rozejrzyjcie się, może gdzieś tam u Was leży... To tyle w temacie sprostowania :)

To było megaspotkanie :)

Największe chyba z dotychczasowych, a na pewno największe, na jakim byliśmy dotąd i - choć dla mnie to paradoks, bo nie lubię spędów zbyt wielkich - najbardziej udane.


Poznaliśmy sporo nowych ludzi, do wczoraj będących tylko nickami z forum czy irca i całkiem uczciwie, bez kadzenia (...że ktoś tam może zobaczyć i będzie mu przykro...) mogę napisać, że nikt mnie nie rozczarował, a wiele osób zyskało jeszcze większą sympatię po tym pierwszym osobistym kontakcie. Oczywiście całkiem sporo osób już wcześniej znaliśmy, no ale z nimi utrzymujemy kontakty na płaszczyźnie nie tylko cantryjskiej, lecz również towarzyskiej.

Podsumowując, to fajny ludek, te Cantryjczyki - wesoły, inteligentny i sympatyczny ;)

No i dla mnie niezapomniane wrażenie - zobaczyć wreszcie na żywo kogoś, z kim kiedyś - jakieś cztery lata temu przegadywało się całe noce, zawracając mu głowę swoimi problemami i marudząc ogólnie na świat... No, było tak, było... i w dodatku dowiedzieć się, że jest moim stałym tu czytelnikiem.
Tak więc - pozdrowienia Khe i dzięki za wszystko. Odezwij się, tym razem to może ja posłucham i pomogę, a jeśli tego nie będziesz potrzebował, to po prostu postukamy o dupie Maryni :)

sobota, stycznia 09, 2010

Zazwyczaj nie narzekam na pogodę...

...bo to bez sensu - i tak nic nie daje. Ale dziś to mnie już naprawdę wkurzyła...


Od miesiąca umawialiśmy się na dzisiejsze spotkanie, ludzie przyjeżdżają do Wawy ze wszystkich stron Polski i, cholera jasna, właśnie dziś musi tak być. Nie przed trzema dniami, nie za trzy dni, tylko własnie oczywiście dziś, no bo jakżeżby inaczej...

Skoro jest tak, że nie chce się pyszczka z nory wysunąć, to mam nadzieję, że chociaż atmosfera spotkania to wszystkim wynagrodzi. No i że spiszą się przewoźnicy, te pekapy, pekaesy, zetteemy i inne takie...

Wszystko ma być tak, jak miało być, jasne?

P.S. Ostatnie zdanie, to takie zaklęcie sił niezależnych od człowieka... Zadziała.